Strach

\

Za gazeta.pl
11 stycznia, nakładem wydawnictwa "Znak", na rynek wejdzie nowa książka Grossa pt. "Strach. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści".
Jej główna teza głosi, że antysemityzm w Polsce po II wojnie światowej miał przyzwolenie społeczne, m. in. wskutek udziału licznych Polaków w zagrabieniu mienia ofiar Holokaustu [...]
[Prokuratura] już w 2006 r. zapowiedziała, że gdy tylko książka Grossa pojawi się w księgarniach, "zostaną podjęte stosowne działania mające na celu procesowe wyjaśnienia, czy zostało popełnione przestępstwo, a jeśli tak, nastąpi skierowanie aktu oskarżenia do sądu".
Książka wzbudzała kontrowersje już od momentu jej ukazania się za oceanem. Podobnie zresztą jak poprzednie książki Grossa.

Dla mnie osobiście główna teza książki Grossa nie podlega dyskusji. Można jedynie spierać się o zasięg owego "przyzwolenia społecznego". Słyszałem zbyt wiele opowieści z pierwszej ręki o tamtych czasach, żeby mieć jakiekolwiek wątpliwości, iż Żydzi, którzy przeżyli Zagładę (czy to w Polsce, czy na terenach Związku Radzieckiego) często odczuwali STRACH, którego źródłem byli ich SĄSIEDZI.

Dla przykładu - fragment książki, nad którą ostatnio pracowałem:

[Dawid Sfard] w swoich wspomnieniach opowiada o traumatycznym wydarzeniu, którego doświadczył wkrótce po powrocie ze Związku Radzieckiego (pod koniec 1946 roku). Gdy podróżował pociągiem relacji Łódź–Warszawa w towarzystwie kilku przyjaciół, pociąg zatrzymał się nagle w połowie drogi. Na żydowskich pasażerów padł blady strach, gdyż mogło być to zapowiedzią ataku chuliganów, którzy zatrzymywali pociągi, nakazywali Żydom wyjść, po czym ich mordowali. Na szczęście tym razem przerwa w podróży miała niewinną przyczynę, ale przerażenie na twarzach żydowskich pasażerów na wiele lat pozostawiło ślad w jego pamięci. Według Sfarda główną przyczyną wyjazdu z Polski był „panujący strach”. [...]

Rozumiem, że naród polski wychowany został w etosie wojennego męczeństwa (zupełnie słusznie). Rozumiem, że informacje, iż Polacy nie tylko ratowali bohatersko żydowskich współobywateli, ale często uczestniczyli (czy to świadomie i dobrowolnie, czy wręcz przeciwnie) w Zagładzie, mogą wywoływać protesty, odruchy buntu, próby zanegowania ich prawdziwości i wypchnięcia ich ze świadomości (tak zbiorowej, jak i indywidualnej). To naturalne odruchy obronne.

Dobrze, że Prokuratura zamierza ustosunkować się do treści tej książki. Mam tylko nadzieję, że zrobi to rzetelnie, w odróżnieniu do niedawnej decyzji w sprawie pewnych wypowiedzi pewnego Ojca...


Na temat społeczności żydowskiej w Polsce tuż po wojnie piszą m. in.:
August Grabski, Maciej Pisarski i Albert Stankowski w "Studia z dziejów i kultury Żydów w Polsce po 1945 roku", Warszawa 1997
August Grabski w "Żydowski ruch kombatancki w Polsce 1944‒1949", Warszawa 2002
Grzegorz Berendt, August Grabski i Albert Stankowski w "Studia z historii Żydów w Polsce po 1945 roku", Warszawa 2000
Grzegorz Berendt w "Życie żydowskie w Polsce w latach 1950‒1956. Z dziejów Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce", Gdańsk 2006
Alina Cała i Helena Datner-Śpiewak w "Dzieje Żydów w Polsce 1944‒1968. Teksty źródłowe", Warszawa 1997

PS. Kakofonia już czytała "Strach" (czy raczej "Fear")
PS2. Azrael też pisze o "Strachu"
\

Podobne posty



4 comments:

11 stycznia 2008 19:37 niuuu pisze...

"Żydzi (...)odczuwali STRACH, którego źródłem byli ich SĄSIEDZI"

Zaryzykuję stwierdzenie,że tak im już zostało, co ma swoje smutne niestety konsekwencje...

12 stycznia 2008 23:17 jakow pisze...

Możesz rozwinąć?
Nie jestem pewien czy rozumiem co podmiot liryczny miał na myśli...

13 stycznia 2008 10:27 niuuu pisze...

Podmiot liryczny stwierdził, na podstawie obserwacji swoich i swoich znajomych, że strach,czy jak kto woli ciągłe poczucie zagrożenia/mania prześladowcza jest czymś co towarzyszy znacznej części Żydów. Być może podmiot liryczny sie myli, ale miał okazję sam doświadczyć efektów takiego stanu rzeczy(choć w skali małej, bardzo lokalnej rzec by można), jako że mieszka w Krakowie i z niejedną wycieczką młodzieży żydowskiej miał do czynienia i nie jeden ochroniarz krzywo nań patrzył. Zupełnie niepotrzebnie zresztą, bo podmiot liryczny daleki jest od jakichkolwiek wrogich zapędów, wręcz przeciwnie chętnie by sie z przedstawicielami innych narodowości zaprzyjaźnił, choćby z tego powodu, że bardzo ciekaw świata i ludzi jest.

13 stycznia 2008 11:00 jakow pisze...

Podmiot liryczny sporo racji ma...

Prześlij komentarz